Pojechałabym w Bieszczady

Processed with VSCO with f2 preset

Jest masakrycznie więc chętnie bym uciekła w Bieszczady. Serio. Nie dość, że jest obrzydliwa pogoda, bo głównie pada i jest zimno, to jeszcze mam milion rzeczy do zrobienia. Naprawdę bardzo lubię swoje studia, ale już rzygam robieniem prezentacji, a w zasadzie to mam dość robienia czegokolwiek (no może wyłączając temat psychologii pozytywnej). Tylko bym siedziała pod kocem, piła herbatę z sokiem malinowym i cytryną i oglądała filmy, nawet książek mi się nie chce czytać. Jestem ewidentnie zbyt podatna na brak światła. W dodatku muszę znaleźć czas na pracę, którą mimo, że bardzo lubię, to nie jest związana z moim przyszłym zawodem. Chyba powinnam zacząć działać coś w tym kierunku, ale mi się tak strasznieeee nie chce. Aha i, żeby nie było wątpliwości- zdjęcia są jeszcze z wakacji, kiedy to było jasno, ciepło i chciało się żyć.

Processed with VSCO with a6 preset

Powyżej (i poniżej w zasadzie też) prężę się dumnie w koszulce firmy Pan tu  nie stał. Jeżeli jest jeszcze ktokolwiek kto jej nie zna, to radzę sprawdzić asortyment! Wszystkie ubrania są inspirowane latami PRLu, tą częścia, która kojarzy nam się pozytywnie z opowiadań rodziców, czy dziadków.

Processed with VSCO with a6 presetProcessed with VSCO with hb1 presetProcessed with VSCO with hb1 preset

Jeżeli to czytacie i też ubolewacie nad swoją egzystencją to wiedzcie, że nie jesteście sami. Ściskam Was ciepło spod koca, przygotowując się do pisania referatu. Buziaki

 

Reklamy

Shadow

Processed with VSCO with f2 preset

Jak byłam trochę młodsza, tak w gimnazjum i początki liceum myślałam, że życie działa na zasadzie o 1. Kiedy dorastasz to najczęściej przeżywasz beznadziejnie ciężki czas (przynajmniej tak było u mnie), ale później jest idealnie. Wiesz, czego chcesz, zakładasz rodzinę i jesteś śmiertelnie zakochana w swoim mężu (przez całe życie oczywiście). Jeżeli masz problemy to podchodzisz do nich ze stoickim spokojem i zawsze znajdujesz prawidłowe rozwiązanie. A tu się cholera okazuje, że to zupełnie tak nie działa. W sumie to nie do końca sama wiesz, co sądzisz na wiele tematów. Jak powinnaś się zachować, co zdecydować, generalnie masakra. Przynajmniej tak myślałam do niedawna (no dobra i w chwilach słabości), bo chociaż jest to mega męczące to też wyjątkowo rozwijające. Chodzi mi o to, że nie zamykasz się na jedną wizję świata, ciągle poddajesz wiele rzeczy pod wątpliwość, przez to, że nie wiesz to ciągle musisz szukać, aż wreszcie faktycznie coś ci się tam w głowie rozjaśnia. A to jest jedyne w swoim rodzaju uczucie, kiedy wiesz, że zaczynasz wiedzieć i masz taką wewnętrzną pewność, polecam. Naturalnie za jakiś czas proces poszukiwania się odnawia (jak nie w tej dziedzinie to w innej) i masz ochotę sobie strzelić w łeb, że znowu to samo, ale w końcu znowu odkrywasz coś ważnego.

Processed with VSCO with f2 preset

Chodzą ploty, że im jest się starszym, tym ten proces jest spokojniejszy. No bo wiadomo więcej się przeżyło, dzięki czemu (zazwyczaj) jest się mądrzejszym, pewniejszym w swoich poglądach i tak dalej. Ale jak jest się jeszcze pięknym i młodym (hehe) to w sumie warto doceniać te ciągłe poszukiwania i pamiętać, że to one pchają nas do przodu (jak będę miała gorszą chwilę to sama powinnam wrócić do tego, co tu powypisywałam 😉 )

Processed with VSCO with hb1 preset

Kiedy robiłam te zdjęcia to był dzień, kiedy rozkminiałam, dlaczego do cholery jasnej, dopiero co się ułożyło, a już coś się musi pierdzielić?! Z tą budującą myślą podjęłam decyzję, że nie będę się zamartwiała (znaczy się na tyle, ile umiem) i zrobię coś fajnego. W efekcie czego spotkałam się z moją przyjaciółką, z którą załatwiłam sprawunki swoje i jej, odwiedziłyśmy drogerie, kupiłam dobrą kawę do ekspresu i zrobiłyśmy zdjęcia. W sumie nic dużego, problem nie zniknął, ale jakoś tak milej mi było. Postanowiłam więc działać, mimo wszystko, dać problemom czas i pozwolić sobie szukać, myśleć i nie wiedzieć. Ale, żeby nie było zbyt cukierkowo to dodam, że czasami jest po prostu beznadziejnie i to też jest okej. Chyba wreszcie zrozumiałam, że tak też może być i warto sprawdzić, czy ma się ochotę działać mimo wszystko, czy może jednak pozwolić sobie na smutki, użalanie i płacz. Wszystko dla ludzi.

Processed with VSCO with g3 preset

 

 

Chałupka

Processed with VSCO with f2 preset

Tydzień temu wróciłam z Beskidu Żywieckiego, gdzie byłam z grupą znajomych. Mieszkaliśmy niedaleko szczytu, w odludnym miejscu. Chałupka zbudowana z drewna, bez prądu, bieżącej wody i zasięgu. Brzmi trochę strasznie, a zarazem zachęcająco. Mówiąc szczerze bałam się tego wyjazdu też dlatego, że chcieliśmy jechać stopem, a w ten sposób przemieszczałam się ostatnio  dwa lata temu. A jest taka specyficzna zależność, że im człowiek starszy, tym coraz bardziej się boi tego typu podróży (pewnie przez tę wyrabiającą się świadomość i wspaniałe newsy z całego świata). No, ale po  wielu chwilach zwątpienia stwierdziłam, że jadę.

DSC_0034

Processed with VSCO with f2 preset
Drewutnia

Pierwszym przystankiem były Katowice, do których dojechaliśmy ze znajomym mamy koleżanki (uff, złapaliście?). Tam zjedliśmy śniadanko w bardzo klimatycznej kawiarni i ruszyliśmy dalej na wylotówkę, żeby łapać stopa.

Processed with VSCO with hb2 preset

Processed with VSCO with f2 preset

Processed with VSCO with hb2 preset

2016-08-03 01.42.10 1.jpg

Do Żywca dojechaliśmy dwoma stopami. Na początku wziął nas super pan prawnik, który umilał nam czas podróży opowieściami ze swojej młodości, kiedy też jeździł stopami i robił różne bardziej, czy mniej (z naciskiem na mniej) mądre rzeczy. Natomiast drugi środek transportu był hitem, ponieważ był to tir! Pierwszy raz w życiu jechałam takim wielkim bydlakiem. Powiem Wam, że kurcze ekstra się nim jeździ, dużo przyjemniej niż osobówką.

Kiedy już dojechaliśmy do Żywca, w którym spotkaliśmy się z resztą ekipy (bo musieliśmy się rozdzielić na stopa) pojechaliśmy busikiem do Koszarawy Bystrej, z której przez jakąś godzinę szliśmy pod górę do naszej chałupki. Jako, że wspinaliśmy się z plecakami i zakupami, myślałam, że wyzionę ducha, ale dałam radę. A, no i jeszcze, żeby nie było za  łatwo szliśmy w deszczu 😉 Kiedy już dotarliśmy do chałupki postanowiłam się z przyjaciółką „wykąpać” więc wzięłyśmy wiadro i wodę ze studni zafundowałyśmy sobie szybki prysznic. Oczywiście zamarzłyśmy, ale w ogólnym rozrachunku wyszło nam to na dobre 😉

Processed with VSCO with f2 preset

Cały wyjazd trwał 8 dni więc nagrałam się różnych gier planszowych i karcianych na najbliższe kilka miesięcy. Zwłaszcza, że pogoda się ciągle zmieniała, dosłownie z minuty na minutę, słońce, a zaraz deszcz. Siedzieliśmy więc dużo w chałupce grając, śpiewając, czytając i gadając o  najróżniejszych  głupotach.

Processed with VSCO with hb2 preset

Mieliśmy dwa dni, kiedy tak porządnie chodziliśmy. Raz weszliśmy na szczyt Mędralowa i podziwialiśmy widoki.

Processed with VSCO with f2 preset

Processed with VSCO with g3 preset

Z kolei dzień wcześniej, kiedy naszym zamiarem było wejść na wcześniej wspomnianą Mędralową, zgubiliśmy się i wylądowaliśmy w miejscowości Przyborów, z której nie poddając się, postanowiliśmy zdobyć inny szczyt- Lasek. Okazało się, że to był fantastyczny pomysł, ponieważ schodząc, po drodze była chatka studencka. Właściciel powiedział, żebyśmy sobie wzięli kiełbasę, bo akurat mają ognisko, zrobili herbatę, kawę, czy co tam chcemy i czuli się generalnie, jak u siebie. Byliśmy zachwyceni i otwartością gospodarza i samym miejscem. Było niesamowicie klimatyczne. A różne małe smaczki potęgowały nasz zachwyt.W końcu najedzeni wróciliśmy do naszej chałupki, do której podwiózł nas stopem pan spotkany w Koszarawie.

Processed with VSCO with hb2 preset

Processed with VSCO with f2 preset

Processed with VSCO with f2 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Bardzo się cieszę, że pojechałam. Wiadomo, że takie wyjazdy to nie tylko sielanka, zwłaszcza jak jest spora grupa osób. Zawsze będą jakieś konflikty, a jeżeli jeszcze trzeba ciągle nosić wodę ze studni, palić w piecu, robić obiady, to tym bardziej. Dodatkowo to jest też sprawdzian dla samego siebie. Na co dzień mamy tyle rozpraszających nas bodźców, że kiedy jesteśmy w całkowitej ciszy czujemy się nieswojo. Myślę, że uczymy się być ze sobą i radzić sobie z własnymi strachami. Wiem, że brzmi to dosyć górnolotnie, ale w moim  przypadku tak było. Wracając czułam, że chociaż nie był to łatwy wyjazd to zdecydowanie nie żałuję, że pojechałam. Dałam radę, odkryłam u siebie nowe cechy, z których wcześniej nie  zdawałam sobie sprawy. Jeżeli macie możliwość tego typu wyjazdu  to, mimo wątpliwości, które na pewno się pojawią, jedźcie, bo naprawdę warto!

Processed with VSCO with hb2 preset

Processed with VSCO with hb2 preset

Processed with VSCO with hb2 preset

Processed with VSCO with f2 preset

Processed with VSCO with g3 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with f2 preset

 

Processed with VSCO with f2 preset

Processed with VSCO with f2 preset

Processed with VSCO with c1 preset

Processed with VSCO with c1 preset

Processed with VSCO with g3 preset

Silence

Processed with VSCO with f2 preset

W niedzielę pojechałam z rodziną na działkę. Była piękna pogoda. I cisza. Już od jakiegoś czasu okropnie mi przeszkadza szum Warszawy. Niezależnie od pory dnia cięgle go słychać. Zauważyłam, że przez to nie mogę po prostu odpocząć. Zamiast tego zajmuję się milionami rzeczy (czytaj siedzę na telefonie lub laptopie), i w efekcie jestem jeszcze bardziej zmęczona. Człowiek to czasami głupi jest, sam sobie utrudnia życie. Ale kiedy wyjedzie poza miasto, gdzie jest sam ze sobą, może spokojnie odetchnąć i wszystko samo jakoś się układa.

Processed with VSCO with f2 preset

A przechodząc do stroju…to uwielbiam espadryle. Te oto kupiłam kilka dni temu zupełnie przypadkiem. Natknęłam się na nie w jakimś supermarkecie. Nie przekonały mnie od pierwszego wejrzenia, ale od drugiego to i owszem 😉 A konkretnie, od kiedy je przymierzyłam. Super wyglądają na nogach, a krzyżujące się paski i wycięcia po bokach, wyszczuplają nogę. Dodatkowo są trochę wyższe z tyłu, dzięki czemu, jak się w nich długo chodzi to nie bolą pięty (co niestety jest częste przy klasycznym modelu espadryli, które są całkowicie płaskie). Nowością jest też bluzka. Zastanawiałam się nad jej kupnem, bo jest w 100% w poliestru, ale jej wzór i krój mnie przekonały. Na razie jestem bardzo zadowolona, zobaczymy, jak się będzie sprawowała przy większych temperaturach.

Processed with VSCO with f2 preset

Processed with VSCO with f2 preset

Teraz lecę się uczyć, bo niestety ciężkie czasy nadchodzą dla studentów i trzeba się pouczyć. Do usłyszenia w następnym poście 🙂

Being inspired

Zapraszam Was na wpis do porannej kawki lub wieczornej herbatki, w którym piszę o 7  miejscach w sieci, które mnie inspirują.

tumblr_o55sm4sA2R1rpwhvdo1_500
Ezgipolat- instagram

Wiecie, jak to jest, kiedy tak bardzo się nic nie chce, albo kiedy się chce, ale nie wie jak. I wtedy potrzebna jest doza inspiracji i motywacji. Jednym z najłatwiejszych sposobów jest zainspirowanie się drugą osobą. Przypominam jednak, że ma to też wiele pułapek. Może zacząć w nas narastać zazdrość lub poczucie niesprawiedliwości, że inni mają łatwiej, lepiej. Z drugiej strony całe nasze skupienie możemy przenieść na obserwowanie życia tej drugiej osoby i podziwianie (co mi się niestety czasami zdarza i się orientuję, że pół dnia siedzę oglądając insta i snapa). No, ale nie o złych stronach w zasadzie chciałam pisać, tylko o tych inspirujących właśnie. Tak więc sobie myślę, jeżeli już mamy ten internet, mnóstwo portali społecznościowch to korzystajmy z tego! I tak, jest milion pułapek, uzależnień, złego wpływu i tak dalej, ale jest też od groma mega stron, ludzi, których warto poznać. Uff, także po tym wstępie przechodzimy do rzeczy. Oto moja lista miejsc, dzięki którym ładuję baterie do działania. Zapraszam 🙂

  1. Radzka radzi

To jest mój numer 1! Radzka, czyli Magdalena Kanoniak posiada niesamowitą charyzmę, mnóstwo optymizmu, dziecięcą (w pozytywnym sensie) ciekawość  świata. Nagrywa vlogi związane z modą w fajny, nienadmuchany sposób. Ma duży dystans do siebie, uroczego chłopaka Rudzielca i bardzo dużą wiedzę w wielu dziedzinach. Oprócz mega kanału na youtubie polecam również jej snapchata, gdzie pokazuje swoją codzienność.

2. Karolina Baszak

Karolina również ma swój kanał na youtubie i bloga i nawet własną markę odzieżową! Skupię się raczej na vlogach, które są mocno artystyczne. Widzimy w nich codzienne życie Karoliny (choć, jak sama autorka mówi, mocno kontroluje to, co chce pokazać), które wydaje się, nam odbiorcom, bardzo magiczne, ale też naturalne. Karolina ma mocno sprecyzowane poglądy, o których mówi bez krępacji, ale i bez narzucania. Wpadnijcie do niej, jeżeli chcecie się trochę zrelaksować.

3. Styledigger

Blog Asi ze Styledigger jest jednym z pierwszych blogów modowych w Polsce. Autorka przeszła długą drogę od kupowania miliona ciuszków do wyrobienia sobie ideologii slow fashion, którą dzieli się właśnie na blogu. Z tego, co widzę to w życiu codziennym ideologia slow też jest jej bardzo bliska (jeżeli nie lubicie etykietek typu „slow” to się od razu nie zniechęcajcie, tak po prostu łatwiej jest opisywać, ale nie jest to ślepe zapatrzenie w jakąś ideologię, czy trend). Jej teksty są przemyślane, logiczne i naprawdę mądre. Dodatkowo robi bardzo ładne zdjęcia. Polecam Wam również jej firmę piżamową Lunaby oraz książkę.

4. Raspberryandred

Weronika  Załazińska z bloga raspberryandred jest w moim wieku (21 lat) i mieszka właśnie w Los Angeles (ehhh…), zdążyła być już na czerwonym dywanie w Cannes, zostać ambasadorką L’Oreal, ma za sobą wiele kampanii, podróży, w dodatku jest inteligentna, śliczna i ma duże poczucie humoru. Także przy niej można nabawić się niezłych kompleksów, ale jak to odłożymy na bok, to WOW! Szalona dziewczyna! Polecam zajrzeć, co tam u niej na blogu, vlogu,  instagramie i snapchacie. Niestety jej minusem jest bardzo mała (ostatnimi czasy) systematyczność.

5. Fireandjoy

Tego bloga bardzo ciężko mi opisać. Jest w nim mnóstwo magii i piękna świata. Otwartość na drugiego człowieka i spokój, a wszystko ujęte w tekstach i przepięknych (chyba najpiękniejszych jakie dotychczas widziałam) zdjęciach. A autorką tego wszystkiego jest niepozorna i skromna 23 latka z 4 letnią córką na ręku…

6. Blogilates

A teraz czas na trochę ruchu, bo chcę Wam przedstawić kanał Casey Ho. Nagrywa krótkie filmiki, dzięki którym możemy z nią ćwiczyć pilates. Casey jest bardzo pozytywna, rozgadana, uśmiechnięta i bezpośrednia. Myślę, że polubicie ją szybko, zwłaszcza, że w tym co robi jest naprawdę bardzo dobra. No i wpadnijcie też do niej na snapchata 🙂

7. Jemerced

Chociaż podlinkowałam Wam bloga Jessiki (chyba każdemu dobrze znanej) to chciałam napisać o jej snapchacie. Prowadzi go bardzo regularnie i jest na nim sobą, co dla mnie jest bardzo inspirujące. Bo wiecie, bycie sobą jest czasami jakoś błędnie odbierane. Każdy ma swoją personę, czyli taką „maskę”, za którą się zasłania. Bez niej nie bylibyśmy w stanie funkcjonować w społeczeństwie.  Chodzi o to, żeby nie wybudować sobie z tej maski muru, który nie pozwala się nam przebić (dygresja jest mocno uogólniona 😉 ). No i właśnie Jessika jest sobą, chociaż czasami robi jakieś głupie rzeczy, czy jest niesamowicie egzaltowana, co się może wydawać sztuczne, ale właśnie ta „sztuczność” jest jej. Zresztą ma własną firmę, jest zapraszana do wielu światowych kampanii, odwiedza światowe pokazy mody ma własny styl i już za to można ją podziwiać.

 

Podałam Wam moich 7 inspiracji, ale nie ukrywam, że mam ich dużo więcej 😉 Natomiast powyższe są tymi, z którymi jestem na bieżąco. Chciałam zwrócić Waszą uwagę na fakt, że  nie musimy całkowicie zgadzać z tymi osobami, czy być w nie zapatrzone i uważać je za ideał. Rozwijające jest obserwować różne osobowości, poglądy, charaktery, żeby nie zamknąć się w jednej szufladce. Warto się z nimi nie zgadzać, ale i czerpać to, co nam się podoba.

Na dzisiaj tyle, mam nadzieję, że ktoś z Was się zainspiruje 🙂 A już niedługo czas na wiosenną stylizację.

Buziaki

Jumble in my head

DSC001731

Lubię jesień. Oczywiście tę pierwszą część, bo później jest okropnie szaro buro. Kiedy świeci słońce i pada na kolorowe liście to robi się trochę, jak w bajce. I mimo problemów, które mnożą się w magiczny sposób, chciałoby się trochę tego spokoju wziąć dla siebie.

Zawsze chcę tyle zrobić, osiągnąć, ale czasami brakuje mi celu. Niby wiem, co lubię, czemu chcę się poświęcić, a nie umiem. Czy to znaczy, że to jest nie dla mnie? Skąd mam mieć pewność, że to jest to, czego naprawdę pragnę? Jest tyle możliwości, tyle opcji. Nie sposób jest dokonać jednego wyboru i być przekonanym, że to jest TO. Może ja nie umiem. Chciałabym po prostu usiąść i zrobić, co do mnie należy. Zamiast tego w mojej głowie kłębi się milion myśli. Jedna wyklucza drugą, a trzecia wprowadza zupełnie inny wątek. Chciałabym spokoju. I chociaż na zewnątrz, tak ładnie, że tylko wziąć herbatę, otulić się kocem i czytać, odpoczywać, marzyć, to  ja zamiast tego mam w sobie nieskończone pokłady niepokoju. Czy naprawdę każdy umie być sam ze sobą?

DSC001841

DSC001702

Barcelona

20150918_151305

We wrześniu postanowiliśmy (tj. ja, mój chłopak i  dwójka naszych znajomych) pojechać na 9 dni do Barcelony. Czas wydawał się idealny, ponieważ nie powinno być już takich upałów (które znoszę kiepsko) i liczba turystów nie powinna być zastraszająca. Z tym trafiliśmy w dziesiątkę. Niestety nie przewidziałam, że się rozchoruję, przez co nie miałam za dużo sił na zwiedzanie. Jednak robiłam, co w mojej mocy, żeby poczuć klimat Barcelony. Przede wszystkim rozkoszowałam się kawą, której cena jest podobna do ceny wody, oraz piciem dobrego wina.  Starałam się też jeść potrawy tutejszej kuchni. Pierwszy raz konsumowałam paellę, która składała się z ryżu, krewetek, małży (!) i mięsa. Próbowałam też kalmary, kraby i inne  podejrzane specyfiki.

20150923_190116

Jednym z moich ulubionych miejsc oprócz wszystkich kawiarni i klimatycznych uliczek był duży targ przy głównym deptaku- La Rambli- o nazwie La Boqueria. Kupowaliśmy tam owoce (mango było najlepsze!) i warzywa. Super sprawą była możliwość kupna świeżego soku z tamtejszych owoców za 1 euro.

20150916_160405

Jeden dzień poświęciliśmy na zwiedzenie Parku Guella i Sagrady Familii. O ile pierwszy mnie nie zachwycił, o tyle Sagrada zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie. Zapierające dech w piersiach witraże, sklepienie, ale przede wszystkim sam zamysł. Gaudi musiał być niesamowitym człowiekiem!

20150918_193030

20150918_190740

20150918_185938

Mówiąc szczerze Barcelona trochę mnie rozczarowała. Chyba najbardziej przeszkadzał mi hałas i tłumy ludzi (nie wyobrażam sobie, jak tam jest w lipcu). Za to w  bocznych, wąskich uliczkach odnajdowałam się bardzo dobrze. Co krok była jakaś kawiarnia, a z większość balkonów  zwisało pranie, co tworzyło przytulny, domowy klimat.

20150920_180402

20150918_134257

20150916_164655

20150920_170345
Catedral de Barcelona

Zaskoczyło mnie, że bardzo dużo osób jeździło na skuterach. Prawie wszystkie chodniki były nimi zastawione. Co krok mogłam się zachwycać Vespą, czy innym starym skuterem.   20150918_150432   Chociaż nie mianowałam Barcelony moim ulubionym miastem to i tak strasznie się cieszę, że mogłam ją zobaczyć. Trochę pozwiedzać, powylegiwać się na plaży, no i przede wszystkim rozkoszować się kawą i winem 😉20150918_151504  20150920_160726    20150921_164641

20150921_190131

20150924_142920
Casa Batllo

 

20150918_150451

20150918_145129

20150920_170023

20150918_160220
Park Guell

Do usłyszenia w następnym poście 🙂